Prysznic – A woda się leejeee!

Woda

Burtowce były budowane na Morze Północne, toteż posiadały skromną dosyć autonomiczność, obliczaną na 45 dni. Jednym z ważniejszych ograniczeń czasu przebywaniu w morzu była niewielka pojemność zbiorników na wodę słodką.

Gopło zostało dostosowane do samodzielnego (bez wsparcia floty łącznikowców i baz)pływania na sporych obszarach Atlantyku i Pacyfiku. Inżynierowie wyposażyli go zatem w nowoczesne na owe czasy rozwiązanie do uzdatniania wody morskiej. Była to membranowa odsalarka, działająca na zasadzie odwróconej osmozy. Nie będę się tu rozpisywał o tym cudzie techniki, kto chce może poczytać o nim klikając na ten link.

Woda słodka uzyskiwana w ten sposób, pozbawiona była minerałów toteż nie nadawała się do spożycia, za to doskonale sprawdzała się pod prysznicem. Niestety wydajność naszej odsalarki nie była zbyt wielka, raptem kilkaset litrów na dobę, toteż woda słodka była na naszym Gopełku mimo wszystko racjonowana.

Bosman, niewysoki za to krępy i wiecznie roześmiany Zbynio codziennie rano sondował zbiorniki z wodą słodką podając na mostek stany, tam już Pierwszy ze swoimi tabelkami wpisywał otrzymane wielkości. Widać było jak bardzo przeżywał każdy centymetr mniej na bosmańskiej miarce. Woda to był jego ukochany konik.

Chwytał się różnych sposobów aby te wodę zaoszczędzić, po pierwsze zakazał codziennej kąpieli, kto chciał to mógł się pryskać w swojej umywalce, prysznic tylko raz w tygodniu. Kazał przykręcać maszynie zawory, by z kraników umywalkowych ciekła tylko, tylko…
Kiedy w tropikach, a statek łowił głównie w tropikach, chłopaki na przelocie robili na pokładzie basen z morską wodą, natychmiast ogłaszał ćwiczenia. A to alarm pożarowy a to szalupowy a to plastrowanie kadłuba itd. Oczywiście nie żałował nam kąpania się w słonej wodzie, ale przecież tę sól trzeba było spłukiwać słodką!

w morzu
fot:WS

Prysznic

Pierwszy, mężczyzna w sile wieku z pokaźnym brzuszkiem, byczym karczychem, pretensjami do postawy tzw. twardziela chyba nie zdawał sobie sprawy, że jest obiektem bezlitosnych żartów wśród załogi, nie zdawał do pewnego czasu…

Prysznic na B-20 jest umieszczony na tym samym pokładzie co mostek, obok kabiny Pierwszego, toteż za każdym razem, kiedy pod prysznicem lała się woda, słyszał to doskonale i już po minucie bębnił w metalowe drzwi kabiny.

-Zakręć tę wodę! Co za panienka do cholery tak się tam szoruje! Zamiast zamoczyć, zakręcić, namydlić i dopiero spłukać! Podstawowych rzeczy o życiu na statku muszę uczyć!

Zwykle bębnienie i wrzaski pierwszego przynosiły natychmiastowy skutek i woda przestawała się lać.

Jednak pewnego razu stało się inaczej. Akurat miałem wachtę na mostku, statek szedł spokojnie na kolejny waypoint pomiaru termokliny. Ktoś trzasnął drzwiami prysznica i… polała się woda, lała się i lała… Pierwszy spał po wachcie, jednak instynkt najwyraźniej go ostrzegł, że coś strasznego się dzieje z jego woda słodką. Jakiś barbarzyńca moczy dupę stanowczo za długo…!

No i zaczęło się! Walenie w drzwi, rozjuszony ryk a woda się leje, znowu walenie, znowu ryk, a woda się leje… Wyjrzałem na korytarz, Pierwszy czerwony, mało nie eksploduje, pod drzwiami kabiny jakieś kapcie a w prysznicu woda się leejeee… kiedy już minęło dobre pół godziny a z Pierwszego zeszła trochę para, przechodzący „właśnie” radzik spytał go do niechcenia

-Panie Pierwszy a próbował pan otworzyć? Może tam nikogo nie ma?

-Jak to nie ma, jak to nie ma!? Kapcie stoją! Woooda się lejeee!- ale tknięty strasznym podejrzeniem podsuniętym przez radzika złapał za klamkę, szarpnął i… drzwi stanęły otworem.

W środku kabina była pusta, za to z kranu do czerpania wody sanitarnej, waliła na gretingi słona woda!

Pierwszego mało apopleksja nie powaliła, zapowietrzył się, małe oczka i tak zwykle wytrzeszczone omal nie wypadły z oczodołów!

-Ja im qrwa pokaaażęęę! Zabawiać się moim kosztem! Co za sq..syn to zrobił! Ma przesrane do końca rejsu! Itd. idt… Aż Stary wystawił głowę z kabiny i zawołał go do siebie, nie wiadomo o czym tam rozprawiali, ale powietrze z Pierwszego najwyraźniej zeszło i udał się na spoczynek… Za to cała załoga miała ubaw po pachy jeszcze przez dwa rejsy. Co kto wspomniał o prysznicu to wszyscy wokół pękali ze śmiechu…

Uchatki , pingwiny i „trójpierśna” dama – czyli bejmowe krotochwile.

Tekst ten poświęcam pamięci Andrzeja Bejma, dobrego kolegi, świetnego radiooficera i niezrównanego bajarza.

Andrzej Bejm to była barwna postać, rosły mężczyzna z czarną, obfitą brodą w stylu Old Dutch, czyli okalającą dolną szczękę, bez wąsów, za to głowa choć okazała, to pozbawiona była w sporej części, żeby nie powiedzieć całkowicie, owłosienia. Miał także czarne, krzaczaste brwi i przenikliwe oczy, które wlepiał w rozmówcę z powagą opowiadając krotochwile…

Zachowywał się jowialnie i hałaśliwie a przy tym był dobrym serdecznym kolegą, słynącym z opowiadania ale i kreowania anegdot. Pracował jako radiooficer na statkach odrowskich, do momentu kiedy postanowił wyemigrować do Włoch i tam już został.

Wspominam o nim, bo z jego postacią wiąże się historia wyprawy tzw. krylowej. Była to pierwsza polska wyprawa zwiadowczo badawcza w poszukiwaniu nowych łowisk w rejonach arktycznych. Rząd PRL wysłał statki by zbadały możliwości pozyskiwania białka z nowych źródeł, aby komitet centralny PZPR mógł zrealizować obietnice o wszelkiej szczęśliwości jaka jest tuż, tuż na wyciągnięcie ręki…

Był 22 grudnia 1975 roku, dwa trawlery: odrowski „Tazar” i należący do Morskiego Instytutu Rybackiego badawczy „Profesor Siedlecki” ruszyły na Ocean Antarktyczny.
Na „Tazarze” radiooficerem był Andrzej Bejm. Statki popłynęły w rejon Antarktydy, by sprawdzić możliwości połowowe oraz opracowane na Wydziale Rybactwa szczecińskiej AR metody technologicznego zabezpieczenia kryla, jako źródło wyczekiwanego przez polski proletariat białka.

Uchatki i pingwiny

Łączność wówczas była taka jaka była, czyli za pośrednictwem długofalowej radiostacji i stacji brzegowych, im dalej na południe tym trudniej a statków na oceanach czających się na okienka propagacyjne mnóstwo.
Andrzej kiedy już nawiązał łączność ze Szczecin Radio rozwijał swój talent bajarza, wykorzystując go do „uwodzenia” operatorek stacji brzegowej, by dawały Tazarowi pierwszeństwo w połączeniach.
Andrzej z poważną miną opowiadał jak to jak to podczas sesji ze Szczecin Radio wykrzykiwał zdumionym paniom w jakich warunkach jest właśnie statek, jakie to ogromne fale wokół się przewalają, że siedzi przypięty pasami do fotela.

-A one to łykały!- Andrzej zarzekał się tubalnym głosem- dawały mi pierwsze wejścia, bo za chwilę schowamy się w falach i w ogóle nic nie będzie słychać!
-A rozumiesz, najlepiej się bawiłem kiedy wrzeszczałem że uchatki i pingwiny wchodzą do radiostajni! Krzyczałem do mikrofonu, że uchatka włazi mi na kolana, że pingwiny, strasznie mi tu przeszkadzają! No to jedna poprosiła, czy bym nie mógł jej przywieźć takiego pingwinka! Rozumiesz? Przywieźć pingwina, z Antarktydy! Oczywiście obiecałem, jasne! Od tej pory to ona mnie wywoływała! Hahaha…!

Opowieści były nieprawdopodobne, jednak w czasie kiedy wyprawa była jeszcze w Antarktyce, spotkałem w pociągu koleżankę z ogólniaka, Krysię (imię zmienione), w szkole harcerkę, zawsze fascynowała się krótkofalarstwem, ładna ale słodko naiwna, okazało się że pracuje w Szczecin Radio jako operator. Zaciekawiło mnie to, zapytałem czy przypadkiem nie miała łączności Tazarem, bo tam mój brat był.
-No pewnie! Nawet zaprzyjaźniłam się z takim panem radiooficerem, panem Andrzejem! Obiecał mi przywieść pingwinka statkiem!

Tazar podczas wyprawy antarktycznej
Tazar podczas wyprawy antarktycznej, w tle bariera lodowa. Fot. Maciej Krzeptowski

Inna historia związana z Andrzejem i wyprawą krylową, ale już nie pamiętam kto mi to opowiadał, może Jurek Porębski, bo brał w tym udział a może sam Bejm.

Trójpierśna dama

Podczas słynnego zwiadu obydwa statki weszły do Monevideo. Oczywiście panowie odwiedzając się wzajemnie (Jurek był na Siedleckim) podczas wieczornych rozmów, przy degustacji różnych trunków prześcigali się swoją wiedzą o życiu towarzyskim w tym porcie. Naturalnie wyszła na tapetę Krótka, ulica wszelkich uciech z barem Marii na czele.

Kiedy już omówili trunki i ilości jakie tam wchłaniali, zalety i wady każdej z „dam do towarzystwa”, które tam można było spotkać Bejm, z całym spokojem stwierdził, że u Marii urzęduje kobieta o trzech piersiach. Naturalnie naukowa natura Porębskiego nie mogła przyjąć takiej wiadomości zbyt łatwo, niezależnie od czasu i stanów umysłów w jakich już owa rozmowa trwała.

Jurek oburzony odrzucił takowe stwierdzenie jako słynną bejmowa bujdę na resorach. Na co Andrzej się uniósł i zaproponował zakład, o butelkę „białego konia”. Koledzy ochoczo przyklasnęli i zakład stanął.

Świadkowie zakładu wraz z niedowiarkiem naukowcem mają się stawić u Marii następnego dnia o 16:00, a Andrzej zademonstruje potrójne wdzięki owej pani. Jeśli nie, to stawia konia.
Jako się rzekło, o 16:00 w progi słynnego lokalu „U Marii” zjawiło się czterech uczestników zakładu, Andrzeja jednak widać nie było.

W półmroku panującym w lokalu Pani Maria, szeroko uśmiechnięta, zaprosiła ich do pomieszczenia oddzielonego pluszową zasłoną od sali głównej. Tutaj mimo panującego półmroku, ze zdumieniem ujrzeli damę z pokaźnym biustem, która prezentowała go z wdziękiem i dumą. A miała z czego być dumna, zwłaszcza, że prezentowała biust potrójny! Okazałe piersi spoczywały na założonych pod nimi ramionach.

-O cholera! -wyrwało się któremuś ze świadków.
Dopiero po dłuższej chwili, kiedy oczy przywykły im do przyćmionego światła w salonie, dostrzegli, że z tym biustem coś nie tak, okazało się, że środkowa pierś dziwnie tu nie pasuje, z całym szacunkiem dla owej damy i do tego strasznie się trzęsie i podskakuje.

Okazało się się to łysa głowa duszącego się z tłumionego śmiechu Bejma, stanowiła ową trzecią pierś kurtyzany. Rechotom i rubasznym żartom nie było końca…
Takim to właśnie, skorym do żartów w każdej sytuacji był Andrzej Bejm.

W.S.
Zdjęcia pochodzą z książki Macieja Krzeptowskiego „Pół wieku i trzy oceany” i są jego autorstwa.

Zdjęcie w nagłówku przedstawia dowództwo „Tazara” w dniu rozpoczęcia historycznego rejsu antarktycznego. Drugi od lewej stoi Andrzej Bejm