Męskie dowcipy, czyli chrzest równikowy

Męskie dowcipy, czyli chrzest równikowy

Kiedy grupa facetów się nudzi, często przychodzą im do głowy różne tzw. „dowcipy”, czasami niegroźne ale czasami paskudne.

Jednym ze starszych, który funkcjonuje na każdym statku przekraczającym równik, jest zbiór różnego rodzaju psot, dowcipów, kawałów, jakie starzy wyjadacze, mający już chrzest morski za sobą, płatają nowicjuszom.

Oczywiście zaczyna się od nakazania wypatrywania na morzu linii równika.
Kilka dni wcześniej kucharz wykłada na słońce trochę jaj, by się odpowiednio zepsuły.
Na pokładzie marynarze stawiają bękę po oleju, do której kuchnia wyrzuca odpady, maszyna zaś smary i wszystko co odpowiednio śmierdzi. Kilka godzin przed chrztem, który zwykle rozpoczyna się przed południem, maszyniści wkładają do niej rurę z parą, tak by woda dobrze się nagrzała a najlepiej zagotowała.

Jak łatwo się domyślić, nowicjusze uważnie obserwują te przygotowania, podglądając je przepełnieni rosnącymi, z dnia na dzień obawami. Koledzy umiejętnie te obawy podgrzewają, rzecz jasna, tak by w dniu uroczystości, neofici byli odpowiednio przygotowani.

Największe przerażenie budzi beczka, jednak kiedy diabły spanikowanego, krzyczącego, wyrywającego się,  neofitę do niej wrzucają , następuje potężne, jakże cudowne rozczarowanie. Otóż w międzyczasie, kiedy kandydaci do obrządku czekali stłoczeni i przestraszeni pod pokładem, diabły wymieniły śmierdzącą, gotująca się ciecz w beczce na czystą, chłodną morska wodę!

Po tym doświadczeniu, reszta dokuczliwości, jak kanapka ze wszystkimi ostrymi dodatkami dostępnymi we kuchni, podawana oczywiście jako kanapka ze smarem, przejście na kolanach kilkumetrowym korytarzem z sieci pod prąd strumieni strażackich hydrantów, czy tkwienie głową w dybach nad miską rozbitych, popsutych jaj było niczym.

Kiedyś zdarzały się groźne ekscesy podczas tego obrzędu, jak tzw karuzela, kiedy to nowicjuszy podnoszono baumem w siatce ładunkowej nad pokład i kręcono. Miałem kolegę, któremu dysk wyskoczył w czasie takiej „zabawy”. Zdarzały się złamania i inne kontuzje, toteż karuzela została zabroniona.

Ale generalnie, każdy kto przeszedł taką równikową inicjację, czuje do końca życia odrobinę dumy 🙂

Niecodzienny rejs Kapitana Macieja!

Niecodzienny rejs Kapitana Macieja!

„Większość prezentowanych zdjęć zrobiłem z myślą, by za wszelką cenę zatrzymać dla siebie spotkanych ludzi, miejsca i sytuacje. Jest tam przede wszystkim zdziwienie, że tak wygląda Atlantyk, przylądek Horn, pingwin, pani Latimer, szczyt Dhaulagiri! Za to brak w nich zupełnie zamysłu i przekonania, że kiedyś mogłyby posłużyć do przygotowania wystawy.”

„W 80 lat dookoła świata”

Nie wszystkie 29.200 dni z tytułowych 80 lat spędził na morzach i oceanach, ale rzeczywiście zebrało się tych dni i lat – na pokładach jachtów, statków rybackich i żaglowców, w rejsach bliższych i dalszych, nawet wokółziemskich – naprawdę sporo, podobnie jak zrobionych przy tej okazji zdjęć i zebranych pamiątek.

Nie wszystkie mógł od razu pokazać na jednej rocznicowej wystawie – właśnie zatytułowanej „W 80 lat dookoła świata” – którą do 29 września 2018 roku można oglądać obok Sali Kolumnowej w szczecińskiej Książnicy Pomorskiej.

Otwarcie i wernisaż tej jubileuszowej wystawy fotograficznej znanego szczecińskiego kapitana jachtowego Macieja Krzeptowskiego, podróżnika, oceanografa, płetwonurka, itd. – odbyło się w środę bm., z udziałem licznej grupy jego znajomych i przyjaciół .

Podczas otwarcia wystawy Maciej wspominał skromnie Większość prezentowanych zdjęć zrobiłem z myślą, by za wszelką cenę zatrzymać dla siebie spotkanych ludzi, miejsca i sytuacje. Jest tam przede wszystkim zdziwienie, że tak wygląda Atlantyk, przylądek Horn, pingwin, pani Latimer, szczyt Dhaulagiri! Za to brak w nich zupełnie zamysłu i przekonania, że kiedyś mogłyby posłużyć do przygotowania wystawy. Wyraziste, czasami trudne wyprawy w góry, rejsy na jachtach i statkach rybackich dostarczyły mi niezapomnianych przeżyć, nic dziwnego, że właśnie tam fotografowałem najczęściej…

Takim właśnie autorskim i nostalgicznym przeglądem najciekawszych i niezwykłych miejsc, z całego świata i z wszystkich oceanów, a także ludzi, których tam spotkał i sfotografował, jest ta niecodzienna wystawa.

Znalazły się na niej zresztą nie tylko wspaniały fotogramy, ale też niektóre pamiątki i ciekawostki przyrodnicze, liczne nagrody i publikacje Maćka, trofea, itp., itd. (jak na zdjęciach).

Wystawę i wernisaż wsparła Książnica Pomorska oraz Rotary Club Szczecin, którego prezydent Tomasz Brejdak przekazał Jubilatowi pamiątkową …szablę (na zdjęciu). Długo trwały też przyjacielskie wspomnienia, gratulacje, podziękowania, rozmowy i wspólne zdjęcia.

Dostojny Jubilat nie poddaje się upływowi czasu. Nadal jest aktywny żeglarsko, jeszcze niedawno „biegał” po rejach żaglowców, w rejsach m.in. z laureatami Szczecińskiego Programu Edukacji Morskiej (jak na zdjęciu), a wszystkich gości wernisażu zaprosił już na kolejną wystawę, za …10 lat – „W 90 lat dookoła świata”. Odśpiewaliśmy więc dla niego – Sto lat, sto lat!!!

Tekst i zdjęcia: Wiesław Seidler

fot: Jan Surudo

Rysunki R.Gardysa poświęcone Ludomirowi Mączce i Marii

Rysunki R.Gardysa poświęcone Ludomirowi Mączce i Marii

Radek Gardys jest byłym rybakiem dalekomorskim, w którym morze jak w wielu z nas sasiedziało sie na dobre. Upust swojej tęsknocie za rybackim rzemiosłem daje rysując od lat piękne obrazy. Te poświęcił wybitnemu żeglarzowi, Ludomirowi Mączce, który owo żeglarstwo traktował jako sposób na życie. Większą jego część spędził na morzu właśnie.  Więcej o Nim piszę tu: Ludomir Mączka