Archiwa kategorii: Historia

Tall Ship Races 2007. Finał Szczecin

Tall Ship Races 2007 w Szczecinie to była wielka rzecz.

Wielka dosłownie i w przenośni, dla każdego żeglarskiego czy marynistycznego serca, impreza bezcenna, dostarczająca masy wzruszeń. Z tego co opowiadali żeglarze z biorących udział w zlocie jednostek, coś tak spektakularnego widzieli po raz pierwszy.

Byłem tam, zrobiłem sporo zdjęć, schodziłem nogi prawie do kolan, ale warto było…

Zapraszam do oglądania galerii, którą będę sukcesywnie uruchamiał w dziesiąta rocznicę tego wydarzenia.

Zdjęcie poniżej jest linkiem do galerii w google, proszę na nie kliknąć by przejść dalej.

Dzień pierwszy

Tall Ship Races 2007
Tall Ship Races 2007 

 

Ludomir Mączka – Wielki Skromny Człowiek

Ludomir Mączka – Wielki Skromny Człowiek

Lubomira Mączkę poznałem podczas przygotowywania się jachtów „Victorka”, „Polarka” i „Maria” do rejsu dookoła świata w 1999 roku.

Przy nabrzeżu pod Wałami Chrobrego stała „Victorka”, drewniana replika statku Magellana, o ile dobrze pamiętam, to była chyba uroczystość nadania imienia tej jednostce. Nieco dalej zacumowano „Polarkę” ale wszyscy jeszcze na coś czekali…

W pewnej chwili pojawił się mały, zgrabny, drewniany jacht, jacht legenda, „Maria” z niedużym, starszawym „okularnikiem” w kraciastej koszuli za sterem. Oczywiście to był Ludomir Mączka. Sprawnie zacumował między obydwoma jednostkami, czekający na brzegu przyjęli cumy i uroczystość potoczyła się swoim torem.

Po jakimś czasie podszedłem do Ludomira z prośbą o wywiad, odniósł się do mnie zrazu niechętnie i z dystansem, kiedy jednak dowiedział się, że jestem bratem Maćka Krzeptowskiego, zmienił nastawienie.

-Dla brata Macieja wszystko, oznajmił z uśmiechem.

Odeszliśmy na bok i poświęcił mi wówczas dobrą godzinę. Byłem pod wielkim wrażeniem jego skromności, miłości z jaką rozprawiał o Marii, zupełnego lekceważenia swoich dokonań.

-O czym tu mówić, płynie się po prostu…

Takiego Ludka zapamiętałem, kochał żeglować, kochał jacht, reszta świata była jedynie dodatkiem do tej wielkiej miłości. Zupełnie nie dbał o sławę, popularność, media, kamery…
Dla mnie Ludomir to kwintesencja żeglarza.

Jestem pod wielkim wrażeniem pomnika jaki stanął w Alei Żeglarzy na nadodrzańskim bulwarze w Szczecinie. Artysta doskonale uchwycił osobowość Ludka, wielki skromny człowiek.

Bardzo dobra wiki strona od Ludomirze Mączce jest tu: pl.wikipedia.org/wiki/Ludomir_Mączka

Powstało o nim kilka krótkich reportaży, zapisano kilka rozmów, wszystko to za mało.

Na szczecińskim cmentarzu jest Jego mogiła, skromna jak on sam, ale ładna, świadectwo, że pozostawił tu oddanych mu ludzi, którzy ufundowali ten pomnik.
Dwóch bliskich przyjaciół Mączki napisało o nim książkę-album, Maciej Krzeptowski i Wojciech Jacobson- „Mam na imię Ludomir”, jest tu sporo zdjęć, dykteryjek ale przede wszystkim świadectwo, świadectwo człowieka, który na naszych oczach wyrósł w postać legendarną, mimo swojej równie legendarnej skromności.

„Maria”, niestety stoi w Szczecinie na lądzie, a szkoda, bo mogłaby służyć dzieciom i młodzieży do szkolenia a zwłaszcza do pobudzania wyobraźni i żądzy przygody.
Sama postać wielkiego żeglarza jednak jest doceniana w przypadku środowiska szczecińskiego. Działa tu Drużyna Harcerska im. L. Mączki i jak widać już pierwsza jednostka nosi jego imię. Brawo!

w.s.

Wrak z Podczela został wydobyty

 Trzy dni zajęła akcja wydobywania wraku niemieckiego okrętu z plaży w Podczelu.


Wydobyte zabytkowe elementy jednostki po konserwacji trafią do Skansenu Morskiego
w Kołobrzegu.
Inicjatorem i głównym koordynatorem prac było Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu.
Pozwolenia na prowadzenie akcji oraz pomocy w wydobyciu wraku udzielił Urząd Morski w Słupsku.

W prace zaangażowane było wiele instytucji, służb oraz osób prywatnych.
Szczególne podziękowania składamy dla Urzędu Morskiego w Słupsku, a zwłaszcza Obwodu Ochrony Wybrzeża w Ustroniu Morskim, Portowej Ochotniczej Straży Pożarnej Tryton, Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Kołobrzegu, Grupy Eksploracyjno-Poszukiwawczej „Parsęta” oraz Firm Pomoc Drogowa Adam Molis i Hydrobudowa Kołobrzeg (Adam i Dariusz Dzik).

Wrak, którego niewielka tylko część wystawała nad powierzchnię plaży najpierw trzeba było odkopać, wypompować wodę z powstałego zbiornika oraz zabezpieczyć go przed naporem morskich fal, następnie wypłukać tony piachu z wnętrza jednostki i dopiero podnieść.

Do tego ostatniego zadania okazał się niezbędny ciężki sprzęt – koparki Urzędu Morskiego niestety były za słabe. Olbrzymia koparko ładowarka typu Fadroma firmy Hydrobud sprawdziła się doskonale.
Prace musiały zakończyć się w sobotę, gdyż jak mówi Aleksander Ostasz, dyrektor Muzeum Oręża Polskiego, w niedzielę można było spodziewać się sztormu a fale zalałyby wykop i na powrót zakopały wrak.

W sobotę 18 lutego br. po wypompowaniu wody przez strażaków, firma Hydrobud ponad 3 godziny wydobywała wrak. Z jednostki udało się wydostać szereg ciekawych artefaktów m. in. butlę rozruchową do silnika, pompę zęzową, dwie latarnie, narzędzia oraz wiele innych drobnych elementów. Wydobyte eksponaty razem z silnikiem jednostki, wałem oraz śrubą trafią do Skansenu Morskiego w Kołobrzegu.

Wstępne oględziny wraku wskazują, że była to około 16-metrowa dość szybka łódź motorowa. Prawdopodobnie pomocnicza jednostka niemieckiej marynarki wojennej (Kriegsmarine).
Takie oznaczenia znajdują się na butli rozruchowej do silnika, wyprodukowanej 21.10.1942 r.
z oznaczeniem ,,M” czyli produkcja dla Kriegsmarine. Kolejnej atestacji nie było.

Znalezione we wnętrzu jednostki niemieckie łuski mogą świadczyć, że w 1945 roku prowadzono
z niej ostrzał do nacierających jednostek Armii Czerwonej oraz Wojska Polskiego.

Takimi jednostkami ewakuowali się Niemcy w 1945 roku, w momencie gdy lotnisko Bagicz oraz Kołobrzeg jeszcze znajdowały się w ich rękach. Znalezione wewnątrz sowieckie łuski mogą świadczyć, że jednostka po wyrzuceniu na plażę stała się swoistym bunkrem, ukryciem, z którego prowadzili ostrzał Rosjanie do znajdujących się na morzu jednostek niemieckich.

APEL
Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu zaprasza do współpracy. Osoby posiadające informacje o nieodkrytych samolotach, czołgach lub innych obiektach, które powinny znaleźć się w polskich muzeach prosimy o kontakt e-mail: alekost@wp.pl , tel. 601402400 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Tragedia Cyranki

Tragedia Cyranki

Jedno z szeregu zatonięć polskich lugrotrawlerów z serii kulików, zwanych ptaszkami.

Do katastrofy doszło późnym popołudniem 4 października 1956 roku na łowisku Dogger Bank na Morzu Północnym, w trakcie sztormu . W wyniku nieprawidłowo przeprowadzonego manewru z rozkazu szypra, Mariana Snopka, a także słabej stateczności , o godzinie 16.40 jednostka przewróciła się i zaczęła tonąć. Sześciu marynarzy uratowały dwie jednostki: polski lugrotrawler „Mysikrólik” pięciu i włoski statek „Italian Victoria” jednego. „Mysikrólik” znajdował się czterysta metrów od miejsca wypadku i mógł dotrzeć na miejsce w ciągu pięciu minut, jednak akcja ratunkowa opóźniła się o około 41 minut z powodu wybuchu paniki na pokładzie jednostki. Znacznie opóźniona została akcja ratunkowa. „Mysikrólik” uratował sternika Jana Styna, który po zatonięciu utrzymał się na powierzchni na kole ratunkowym, rybaków Władysława Bańkowskiego, Jana Gracę i Kazimierza Stabulewicza, którzy wydostali się na przewrócony statek, a potem dotarli do zerwanej z niego tratwy ratunkowej oraz piątego, odbywającego pierwszy w życiu rejs młodszego rybaka Mariana Uszkura, który po katastrofie znalazł się wewnątrz wywróconego do góry dnem trawlera. Po kilkudziesięciu minutach wewnątrz wywróconego statku dostrzegł luk, zdołał zanurkować i wypłynąć na powierzchnię, po czym podjął go „Mysikrólik” . Z 12 ludzi, którzy zginęli, jeden pozostał wewnątrz wywróconego statku, trzech utonęło od razu, a wszystkich pozostałych widziano na powierzchni. Spóźniona akcja ratunkowa sprawiła, że fale rozrzuciły ich w różnych kierunkach i tylko jednego z nich, Teodora Pałzygę, do którego nalezą zdjęcia zamieszone poniżej, uratował statek „Italian Victoria” . „Cyranka” zatonęła przed północą, kilka godzin po przewróceniu się, zanim zdążyły podejść do niej holowniki ze sprzętem umożliwiającym wydobycie ostatniego członka załogi, który przez długi czas uderzeniami w kadłub dawał znaki życia. W wyniku katastrofy zginęło 12 członków załogi: Marian Snopek – szyper Zbigniew Szymański – rybak Mieczysław Seryło – I mechanik Henryk Mastyna – II mechanik Włodzimierz Jasiński – motorzysta Stanisław Górski – kucharz Albin Strugała – asystent pokładowy Władysław Berest – bosman Aleksander Makowski – młodszy rybak Marian Żelazny – rybak Ignacy Malawski – młodszy rybak Marian Kałuda – starszy rybak.

Poniżej przedstawiam galerię zdjęć absolutnie niesamowitych, przesłanych nam przez Panią Jolantę Dudek, należących do Teodora Pałzygi.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

OCALENI Z KATASTROFY CYRANKI

Kolejna porcja niesamowitych zdjęć, które ktoś mi przysłał, niestety nie pamiętam kto. Będę bardzo wdzięczny za ujawnienie się autora, właściciela lub kogoś kto wie czyje to są zdjęcia.

Zdjęcia przedstawiają powracających do Świnoujścia, ocalałych członków załogi na pokładzie Mysikrólika, ich powitanie a na końcu Warszów rybacki z tamtych czasów.