Goplo, Goplo…!!!

 

B-20 „w starciu” z amerykańską flotą Pacyfiku

Czasami zdarzają się ma morzu sytuacje dziwne, wręcz z pogranicza czarnego humoru. Jedno z takich zdarzeń miało miejsce podczas trzeciej części zwiadu „Gopła” na Pacyfiku.

Mijała druga doba od wyjścia z Vancouver w morze, płynęliśmy kursem SSW, lekko oddalając się od lądu. Miałem wachtę na mostku. W pewnej chwili z UKF-ki sympatyczny kobiecy głos rozpoczął wywoływanie naszego statku. Kapitan akurat ucinał sobie popołudniową drzemkę. Pierwszy, niewysoki mężczyzna o posturze pogromcy byków, który w tym czasie „jechał” nie bardzo znał język angielski. Więc zgłaszając się w odpowiedzi na wołanie „Goplo, Goplo, polish fishing vessel…” głębokim barytonem rzucał do mikrofonu „yes, yes”, na czym kończył.

Dyżurna z brzegowej stacji radarowej była uparta, chyba przeczuwała problemy lingwistyczne na naszym mostku, bo każde kolejne wołanie wygłaszała wolniej i z większym naciskiem.

-Goplo, wpływacie w strefę zamkniętą, teren manewrów Marynarki Stanów Zjednoczonych…

-Yes, yes… odpowiadał baryton Pierwszego

-Goplo, zmieńcie natychmiast kurs na północ co najmniej 45 stopni…

-Yes, yes…

Nie wtrącałem się do rozmowy, ciekaw dalszego rozwoju wypadów…

-Goplo, natychmiast zmieńcie kurs, to jest niebezpieczna strefa ostrych ćwiczeń US Navy, możecie mieć kłopoty…

Pierwszemu zaczynały powoli puszczać nerwy, kropelki potu pojawiły się na łysej czaszce, poczerwieniał na twarzy aż po bycze karczycho, małe oczka mało nie wylazły z orbit, jednak baryton nie stracił nic ze swojej siły przekonywania…

-Yes, yes…

-Goplo, natychmiast zawróćcie, natychmiast, zawrócić, comeback!

-Yes, yes…, czego ta cholerna baba chce- to już uwaga do nas…

Dalej udawałem, że nie wiem o co chodzi, jakoś nie docierała do nas atmosfera zagrożenia, a mogło być wreszcie ciekawiej… Tym czasem radio zamilkło, Pierwszy z ciężkim westchnieniem oparł się o nasz fantastyczny angielski radar Kelvina, spojrzał w okular i… przywarł do niego na dobre…

-O qrwa, ale coś na nas zasuwa, co to jest!? Ścigacze!!!? Pięć odbić! Zapieprzają jak szalone! Nerwowo porwał za lornetkę i wbił się w okno. Po chwili statek zatrząsł się od huku wirników nadlatujących na niskim pułapie szturmowych helikopterów USNavy.

Pięć maszyn Sea King przeleciało nad statkiem, po chwili kolejna piątka transportowych CH-45 Sea Knight, nagle zza horyzontu wynurzył się wielki lotniskowiec, za nim korweta, która przeskoczyła z nieprawdopodobną prędkością obok nas, zawróciła prawie w miejscu kładąc się ostro na burtę i stanęła w naszym kilwaterze. Zachodzące czerwono słońce tworzyło jakąś irracjonalną oprawę całemu widowisku.

Stary wyskoczył zaciekawiony na mostek, kiedy zobaczył co się dzieje pobladł i rzucił Pierwszemu przez zaciśnięte zęby – Co jest? W radiu nic nie było? Żadnego ostrzeżenia?

-Ależ skąd? Głucho od paru godzin… Pierwszy zmusił się do zachowania spokoju…

Tymczasem na niebie pojawiały się to samoloty, to helikoptery, w odległości dwóch, trzech mil przepływały różne okręty wojenne. Oczywiście aparat fotograficzny natychmiast znalazł się w moich rękach i strzelałem zdjęcia jak oszalały. Stojąca za naszą rufą korweta najwyraźniej ćwiczyła sobie na nas pozorowane ataki, jednak po kilkunastu minutach jak dźgnięty ostrogą koń skoczyła do przodu i ciasnym skrętem podążyła za znikającym za horyzontem lotniskowcem. Pierwszy, niczym świąteczny karp patrzał na to całe zamieszanie z wytrzeszczonymi oczami i ustami nerwowo łapiącymi powietrze… Kiedy już wszystko minęło, głęboko odsapnął i poszedł pod prysznic, przedtem jednak polecił natychmiast zmienić kurs na NNE.

W.S

Dodaj komentarz