Sejner zaladowany po brzegi ryba, z tylu jeden z naszych B-20

Pagajowy przemyt czyli jak to bywało z rybackimi biznesami…  

…stary nie czekając na zdjęcie ostatniej cumy po prostu ją zerwał gwałtownym „cała wstecz”…

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że załogi statków chodzących na Morze Północne główne dochody czerpały z przemytu  alkoholi i papierosów. Najczęściej rzecz działa się poza oczami oficerów, jednak bywało, że nawet kapitan brał w tym  udział prawie oficjalnie.

Takim statkiem był przez pewien czas „Moko”(nazwa zmieniona), gdy dowodził nim kapitan o  ksywie „Pagaj”. Dla mnie był to pierwszy rejs na jeziorku jak nazywano w Odrze burtowce, słynnej serii B-20. W  ostatniej chwili zabrakło im mistrza przetwórstwa, a że ja czekałem na stojące w stoczni „Gopło”, główny technolog  Wróblewski złożył mi propozycję nie do odrzucenia.

Co to za statek, dotarło do mnie w momencie, kiedy już po przejściu  Sundów, „na statek poszło polecenie”, chować towar, bo awaryjnie wchodzimy do Norwegii, do Haugesund. Jeden z marynarzy  ma silne bóle wątroby, musimy odstawić go na ląd.

W fiordy wchodziliśmy po południu, dzięki temu mieliśmy możliwość  nacieszenia oczu niezwykłymi widokami norweskiego wybrzeża.  Manewr dobicia przebiegł szybko i sprawnie, odprawa celna także, agent już jechał po naszego załoganta, więc mieliśmy  dwie trzy godziny na spacer po schludnym, spokojnym miasteczku.

Nie odeszliśmy zbyt daleko, kiedy dopadł nas jeden z  marynarzy  -Wracać na burtę, natychmiast, sp…my stąd!

-Co się stało?

-Stary dostał cynk, że czarna się szykuje do kipiszu na burcie!

Gdy tylko przekroczyliśmy burtę, trap pofrunął na pokład, a stary nie czekając na zdjęcie ostatniej cumy po prostu ją zerwał gwałtownym „cała wstecz”, statek odskoczył od kei i pełnym gazem wypadliśmy na morze.

A więc to tak, pomyślałem sobie… a ja „biedny robaczek” nie mam nawet złamanej butelki na sprzedaż!

Sejner właśnie dostarczył świeżą rybę
Sejner właśnie dostarczył świeżą rybę

W Ullapool w zachodniej Szkocji skupowaliśmy od miejscowych sejnerów makrelę, którą odgławialiśmy maszynowo i mroziliśmy. Moja rola polegała na klasyfikacji przydatności materiału pod względem świeżości i jakości, a następnie na pokierowaniu procesem zamrażania, w którym brałem oczywiście czynny udział (czyt. zasuwałem w zamrażalni jak każdy 🙂 )

Kiedy sejner dobijał do burty przerzucali nam kilkadziesiąt kilogramów ryby do klasyfikacji, a załoga przechodziła na naszą burtę, w celu dokonania „niezbędnych” zakupów. Kilku wyznaczonych ludzi obserwowało zatokę, czy aby nie pokaże  się jakiś niepożądana jednostka z facetami w mundurach. Napięcie było wysokie, ale zwykle transakcje przebiegały  szybko i bezproblemowo.

Dopiero pod koniec tygodniowego robienia ładunku mieliśmy silny nalot czarnej brygady, przeczesali statek do stępki, rozebrali nawet piec kucharzowi. Jak się okazało któryś mądrala sprzedał w nocy dzieciakom, którzy podpłynęli łódką pod burtę, kilka butelek whisky. Ci się spoili, policja ich zgarnęła i wyśpiewali skąd mają alkohol. Celnicy byli na prawdę wściekli.

-Sprzedawaliście rybakom, nie czepialiśmy się za bardzo. Ale dzieci nie będziecie nam rozpijać! Straty ponoć nie były duże, ale niesmak pozostał…

Później, kiedy byłem tam jeszcze kilka razy celnicy z żywym zainteresowaniem rozpytywali sie o „Pagaja” i jego statek. Okazało się. że jeden z okolicznych gospodarzy, który oprócz wypasu owiec trudnił się także hurtowym obrotem przemycanym alkoholem wpadł i wskazał Pagaja jako głównego dostawcę.

Ten nie w ciemię bity, jakimś cudem dowiedział się, że na niego czekają… Później spotkaliśmy go w Kanale Panamskim, ponoć dostał z „matki Odry” propozycje nie do odrzucenia, ale szybko znalazł sobie prace pod obcą banderą…

W.S.

3 myśli nt. „Pagajowy przemyt czyli jak to bywało z rybackimi biznesami…  ”

  1. No coz,ja bylem rowniez w tym rejsie.A w sumie to swoja kariere zaczynalem wlasnie na Moku od motorka do oficerka.Fajny statek ale tylko na krotkie rejsy.

  2. To norma była ………każdy dorabiał na fajkach i gorzale wystarczy było popatrzeć co Baltona zamówionego przywoziła na statek …..

    1. Nie tylko Baltona, sporo towaru szło od shiphandlerów w Kanale i Sundach. Takie były czasy. Najsmieszniejsza była wymiana bonów marynarskich na alkohol w Baltonie a ten na gotówkę w skupie po drugiej stronie parkingu 😉

Dodaj komentarz