Archiwa tagu: otol

Indiańskie perypetie Piotra

Indiańskie perypetie Piotra  

Kanadę było widać na każdym kroku. A to przejechał olbrzymi pickup z napisem „Grizzly Security”, prowadzony przez ogromnego  chłopa w jeszcze większym kapeluszu, ze sterczącymi z platformy drabinami, dragami i innym sprzętem.

.  Do Vancouver wchodziliśmy „Otolem” wieczorem, światła Down Town odbijające się w wodzie robiły niesamowite wrażenie.  Jednak nas postawiono po przeciwnej stronie, w stoczni na North Vancouver. Jeszcze tego wieczora wybraliśmy się w  krótki obchód okolicy. Nie bardzo było co oglądać, bo ta część miasta jest peryferyjną sypialnią dla metropolii. Małe  domki w ogródkach i tyle.

Kanadę było widać, oczywiście, a to przejechał olbrzymi jeep z napisem „Grizzly Security”, prowadzony przez olbrzymiego  chłopa w jeszcze większym kapeluszu, ze sterczącymi z platformy drabinami, dragami i innym sprzętem. A to na skwerku  chłopiec spacerował z oswojona łasicą w szelkach.

A to znowu kawałek dalej gościu w indiańskiej kurtce wyprowadzał na  trawkę „psa”. W tym ostatnim przypadku może nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to że pies był „niewidzialny”, widać  było jedynie kaganiec od którego łukiem do ręki właściciela biegła sztywna „smycz”. Tym niemniej pies energicznie  szarpał pana za rękę, ciągnąc go pod coraz to inny krzaczek czy słupek, który obiegał, obwąchiwał, zatrzymywał się  wyczekująco, pewnie w tym momencie podnosił niewidzialną łapkę.  

Oczywiście pierwsze oceny nowego dla nas kraju były negatywne, mieli kiepskie, słabe piwo. Po piątej w piątek można  było sobie o beerku jedynie pomarzyć, a picie z butelki na ulicy skutkowało natychmiastowym pojawieniem się policjanta,  no a z tymi nie było żartów. Zresztą zostaliśmy o tym ostrzeżeni, tak że obeszło się bez incydentów, poza jednym  napomnieniem.  

Następnego dnia okazało się że jeden z rybaków, Piotrek nie wrócił na noc na statek, po południu jednak pojawił się na  swojej wachcie. Opowiedział że w pubie poznał miejscową Indiankę, zapałali do siebie na tyle silną sympatia, że  zaprosiła go do swojego domu, no a tam sprawy potoczyły się tak iż pozostał na noc.  

Piotrek był niezbyt wysokim, ale za to „rozłożystym” mężczyzną, z szerokimi ramionami,  potężną klatą, obfitą blond czupryną nad niebieskimi oczami. Tutejszym kobietom musiał się podobać.

Znajomość Piotrka z czarnowłosą pięknością podczas postoju statku nabierała rumieńców, Piotrek mimo, że w kraju miał  żonę i dwoje dzieci zastanawiał się nad przyjęciem propozycji swojej squaw, żeby się z nią ożenić i tu się osiedlić.  Chłopak był w sporej rozterce, dostarczając reszcie załogi tematów do plotek, żartów i docinków.  

Któregoś dnia „Otol” został dość niespodziewanie przeholowany na drugą stronę kanału, w pobliże centrum, przycumowaliśmy przy nabrzeżu cukrowym. Piotrek  oczywiście był u swojej kobiety, jak sam ją określał, czując się pewnie po części Indianinem. Jakież było jego  zdumienie, kiedy przyszedł do portu na wachtę, a statku przy nabrzeżu ani widu ani słychu.

Jak później wspominał, popadł był w lekką panikę…  Jednak Nataly okazała się być dość przedsiębiorcza i po wykonaniu kilku telefonów do władz portowych ustaliła nasze  miejsce postoju, przywracając Piotrkowi równowagę ducha, zdobywając jednocześnie kolejne punkty u swojego „wodza” .  

Oboje przyjechali na statek taryfą, wtedy to po raz pierwszy mogłem zobaczyć wybrankę piotrkowego serca. Jak się  okazało była to całkiem sympatyczna, bardzo okrąglutka, jak na tutejsze autochtoniczne piękności przystało, skośnooka,  szeroko uśmiechnięta kobietka.  Postój minął dość szybko, Nataly wylewnie żegnała swego marynarza, obiecując pisać i czekać- słowem ideał żony marynarza.  

Już przy pierwszym podejściu do bazy Piotr otrzymał kilka listów od Nataly. Nie należał do zdolnych lingwistycznie, więc  prosił każdego, kto choć trochę znał język angielski o tłumaczenie.  Do mnie przyniósł list w którym urocze dziewczę po wielu słowach łatwych do przetłumaczenia nawet dla Piotrka, donosiła  że ma dla niego niespodziankę!

Ten zamiast się ucieszyć, zbladł  – O cholera, co też ona tam zmalowała! – zastanawiał się głośno.  A ja niewiele myśląc palnąłem- Jak to co, zaszła w ciążę! Chłopie jesteś udupiony, wystarczy że dziewczyna powie  władzom kto jest ojcem i obywatelstwo kanadyjskie masz załatwione! Cieszysz się!?  Piotrek pobladł jeszcze bardziej i gwałtownie wypadł z kabiny. No i zaczęło się. W pewnej chwili już pożałowałem, że  zachciało mi się tak głupio zażartować, a Piotrek marniał w oczach. Nie pomagało pocieszanie, odwoływanie, wymyślanie  innych prezentów. Wyglądało na to, że uczucie do Nataly wyparowało, a z gwałtownością wodospadu naszło go uczucie do  rodziny pozostawionej w kraju.

Zaczął się głośno zastanawiać jak by tu wrócić do Polski omijając szerokim łukiem  Kanadę. Niestety, czy też może stety, żaden ze statków na łowisku nie planował powrotu, pozostawały łącznikowce, ale to  znowu spory koszt.  W ostatnim liście przed zejściem z łowiska Nataly pisała, że wie już kiedy będziemy w Vancouver, będzie tęskniła,  przyjedzie Piotrusia przywitać oczywiście, razem z niespodzianką.  Piotr był zdesperowany, ale w końcu pogodził się z czekającym go losem.

Cała załoga z napięciem śledziła rozwój  sytuacji, co poniektórzy zakładali się co też Indianka przygotowała Piotrowi, jedni stawiali na ciążę, inni na jakiś  prezent, statek huczał od spekulacji…  Toteż nic dziwnego, że podczas podejścia do kei wszyscy wolni od manewrów wisieli na burcie wypatrując piotrkowego  potomka w brzuchu czekającej na kei Nataly.  

Jednak kobieta naszego pogromcy niewieścich serc nie wyglądała na okrąglejszą niż przed wyjściem w morze…  Wątpliwości rozwiała rozpromieniona twarz Piotra, kiedy wrócił z pierwszej randki, Nataly w ramach tak szeroko  komentowanej niespodzianki… kupiła swojemu mężczyźnie złoty łańcuszek.

No cóż, w ramach męskiej przyjaźni, połowa załogi nie kryła rozczarowania… ale to pewnie li tylko przez zazdrość.

North Vancouver i Góry Skaliste
North Vancouver i Góry Skaliste

Fot. i tekst W.S.