Archiwa tagu: Szczecin

Henryk Widera-najlepszy muzyk wśród żeglarzy

Henryk Widera-najlepszy muzyk wśród żeglarzy

Niepoprawny romantyk, muzyk i żeglarz, którego przygoda z żeglarstwem, pełna walki o przetrwanie, walki o godność i możliwość dalszego żeglowania powinna stać się kanwą pasjonującej książki.

Skrzypek z wykształcenia i umiłowania muzyki, żeglarz z umiłowania wolności, przestrzeni i morza… Jego życie pełne jest nieoczekiwanych zwrotów, jego wyprawy wyróżnia w dzisiejszych czasach jedno: nie miał sponsorów, patronów, otoczki medialnej.

Gdy kończyły mu się pieniądze grał, w miastach portowych na placach, ulicach, przy stacjach metra. A że gra pięknie, zwykle zarabiał na kolejny etap rejsu, na remont jachtu, na utrzymanie.

Grał także dla siebie, na jachcie, mawia że pływa żeby grać i gra żeby pływać.

Chętnie opowiada anegdotę o tym jakich nieoczekiwanych miewał słuchaczy.

Kiedyś podczas samotnego rejsu na Śródziemnym, przy spokojnym morzu wyciągnął skrzypce, zapatrzył się w zachodzące słońce i zagrał suitę Bacha. Grał dość długo, gdy obok jachtu wynurzył się francuski okręt podwodny. Marynarze wyszli na pokład i bili mu brawo. Okazało się, że jego grę słyszeli w sonarze.

Kochał morze a ono dawało mu wiele radości ale też i bywało okrutne. Zabrało mu w 1997 r syna, który zginął na Morzu Śródziemnym, na tymże morzu w 2017 stracił ukochany jacht Gawot.

Heniu, jak mówią o nim z wielką sympatią szczecińscy żeglarze, jest wielokrotnym laureatem poważnych, żeglarskich i podróżniczych nagród (dwa wyróżnienia i jedna nagroda KOLOSY), kilka razy REJS ROKU, NAGRODA DZIENNIKARZY oraz ufundowaną przez Gminę Miasto Szczecin nagrodę LUDOMIRA MĄCZKI.

Henryk Widera, nagrodę Ludomira Mączki- jej materialną część- przeznaczył na budowę nowej jednostki GAWOT II. Jest to katamaran przeznaczony do żeglowania po osłoniętych wodach, ma być „platformą integracyjną” dla tych żeglarzy, którym zdrowie i rodzina nie pozwalają już na morskie wyprawy. Katamaran powstał przy współpracy i pomocy szczecińskich żeglarzy. Rzecz jasna sporo jeszcze przy nim pracy, więc kto chętny, może pomóc.

Losy Henryka Widery opisuje między innymi szczecińska dziennikarka Krystyna Pohl w tekście „Sylwetki – Henryk Widera czyli „skrzypek na jachcie”

O ostatnich przygodach Henryka Widery pisze m.in. Gazeta Wyborcza

fot: M.Krzeptowski
Tekst: W.S.

Szczecin Radio…Szczecin Radio…! czyli o rozmowach z domem.

Chyba każdy, kto spędził trochę czasu na statkach zgodzi się ze mną, że na morzu dla marynarza są trzy miejsca najważniejsze, koja, kuchnia i radiokabina. Choć przy dostępie do satelitarnego internetu, to trzecie miejsce trochę traci na znaczeniu.

Kiedyś jednak, w czasach przedinternetowych było to z pewnością miejsce jedno z najważniejszych, a dobry radiooficer cieszył się niezwykłym poważaniem. Musiał być dobry, żeby po pierwsze umiejętnie dostroić sprzęt do fali stacji brzegowych a później jeszcze wepchnąć się w kolejkę statków oczekujących na połączenie 🙂

Każdy doświadczony rybak czy marynarz pierwsze przyjaźnie zawierał właśnie z radiooficerem i kucharzem, jeśli z nimi wszystko dobrze się układało, można było spokojnie na statku pracować 🙂 O kuchennych historiach opowiem później, teraz czas na „drucikowe” sprawy.

Radio wiedział o wszystkim na statku jako jeden z pierwszych, zwłaszcza o imieninach, urodzinach, radosnych i mniej radosnych wydarzeniach w domach. Zwykle byli to ludzie na poziomie, umieli dochować tajemnicy, tak że plotki z radiokabiny zwykle nie rozchodziły się, ale bywało inaczej.

Mieliśmy kiedyś takiego radzika, który zwykle „wpadał” do kabiny któregoś z załogantów akurat w chwili kiedy wznoszono jakiś toast urodzinowy czy imieninowy. Trafiał bezbłędnie nawet, gdy nie miał telegramu z życzeniami do doręczenia, najwyraźniej posiadał szósty zmysł 😉 Dzięki temu przez większość rejsu bywał lekko wstawiony.

Z połączeniami z domem nie było łatwo, fale radiowe w tajemniczy sposób to się ujawniały niosąc ze sobą wołanie Szczecin Radio… Szczecin Radio… to odpływały w niebyt. Podczas lepszej tzw. propagacji, kiedy można było z szumów i trzasków w eterze wyłowić te jakże dla nas piękne słowa, każdy kto mógł gromadził się wokół kabiny zamawiając połączenie z domem. Czekając na kolej swojego statku, bo wszyscy na łowisku czatowali na połączenie, można było przysłuchiwać się rozmowom kolegów z innych trawlerów.

Zwykle dziwne to były gadki, pewnie spowodowane świadomością, że cała flota przysłuchuje się tej jakże intymnej wymianie zdań ze stęsknioną żoną czy dziećmi. Dziwne z POZORU, bo w każdym zdaniu o domu słychać było tęsknotę, choć oczywiście twarde chłopy, w życiu by się nie przyznali do takich uczuć! 😉 Stąd rozmowy o płocie, wyklepanym błotniku czy innych, niby mało ważnych sprawach.

Rozmowy odbywały się w tak zwanym monopleksie, czyli mówiła tylko jedna strona, rzecz dla ludzi z lądu, przyzwyczajonych do normalnych, telefonicznych rozmów trudna do zrozumienia. Dlatego dochodziło do nieporozumień i zabawnych sytuacji.

Pamiętam jak kolega rozmawiał z żoną przez kilkanaście minut o różnych domowych sprawach, kiedy jednak doszedł do pytania o stłuczkę samochodową, spotkał się z niebotycznym zdziwieniem rozmówczyni. Okazało się, że rozmawiał z kimś zupełnie obcym.

Bywało, że dobra propagacja pojawiała się o dziwnych porach, czasami w nocy, czasami nad ranem, czasami pora dla nas normalna, a w domu był środek nocy, wynikało to z różnicy stref czasowych.

 

ocean szalał
ocean szalał

Pamiętam historię, w jakiej sam brałem udział. Pracowałem wówczas na Otolu, na południowym Pacyfiku. Różnica wynikająca ze stref czasowych wynosiła ok. 7 godzin, czyli kiedy u nas (na statku) była 10. w dzień to w kraju była 2. w nocy.

Wiało mocno, jak to na „ryczących pięćdziesiątkach” ocean szalał, więc statek sztormował. Dobry czas na porozmawianie z domem, propagacja „przyszła” około 9-10. Stałem w kolejce z kolegami pod radio kabiną, różne statki przebijały się w eterze chcąc złapać kontakt z Szczecin Radio. Koledzy po kolei wchodzili do kabiny i wychodzili szczęśliwi i uśmiechnięci. W końcu przyszła moja kolej. Podałem numer domowego telefonu , radzik przekazał to stacji brzegowej i po chwili słyszę:

-Otol, Otol, Szczecin Radio woła, Międzyzdroje na linii, proszę prowadzić rozmowę! No to zaczynam:

-Międzyzdroje, Międzyzdroje tu Wojtek z Otola! Jak mnie słychać odbiór!

Ale tu nic nie słychać, co jest! Poprzednicy mówili że świetnie się rozmawia. Po chwili słyszymy:

-Otol! Otol! Szczecin Radio! Proszę spróbować jeszcze raz, bo nie możemy się pani dobudzić, tutaj mamy środek nocy!

No to ja jeszcze raz:

-Międzyzdroje, Międzyzdroje tu Wojtek z Otola! Jak mnie słychać odbiór!

I…cisza, jedynie trzaski i szumy fali nośnej, co jest grane!

-Otol! Otol! Szczecin Radio! Pani jest zaspana mocno, nie kojarzy o co chodzi, chwilę cierpliwości proszę!

-Ok!, OK! Szczecin Radio!

Po chwili

-Otol! Otol! Szczecin Radio! Proszę mówić!

-Międzyzdroje, Międzyzdroje tu Wojtek z Otola! Jak mnie słychać odbiór!

No i historia się powtarza, tylko trzaski…oczywiście zacząłem się denerwować z lekka, bo co też się w tym domu wyrabia, zamiast radosnego powitania milczenie, że też ja muszę mieć takiego pecha! Cholera jasna!

Nagle słyszę i to całkiem dobrze

-Otol! Otol! Szczecin Radio! Może pan podać jeszcze raz numer telefonu, bo pani mówi że nikogo na waszym statku nie zna!

No i okazało się, że podałem numer telefon ze zmienioną jedną cyfrą. Jednym słowem wyrwałem z łóżka nieznajomą panią, obok której być może spał mąż i postawiłem ją w dwuznacznej sytuacji. Cała historia stała się dowcipną anegdotą, rozwijaną w najróżniejszy sposób podczas tego rejsu, jednak do dzisiaj mam wyrzuty sumienia, kiedy pomyślę jak ta pani mogła się niezręcznie poczuć.

W tym miejscu chciałbym serdecznie tę panią przeprosić. Może jakimś cudem do Niej to dotrze. 🙂

W.S.

Tall Ship Races 2007. Finał Szczecin

Tall Ship Races 2007 w Szczecinie to była wielka rzecz.

Wielka dosłownie i w przenośni, dla każdego żeglarskiego czy marynistycznego serca, impreza bezcenna, dostarczająca masy wzruszeń. Z tego co opowiadali żeglarze z biorących udział w zlocie jednostek, coś tak spektakularnego widzieli po raz pierwszy.

Byłem tam, zrobiłem sporo zdjęć, schodziłem nogi prawie do kolan, ale warto było…

Zapraszam do oglądania galerii, którą będę sukcesywnie uruchamiał w dziesiąta rocznicę tego wydarzenia.

Zdjęcie poniżej jest linkiem do galerii w google, proszę na nie kliknąć by przejść dalej.

Dzień pierwszy

Tall Ship Races 2007
Tall Ship Races 2007 

 

sts „Kapitan Borchardt” w Szczecinie

W ubiegłym tygodniu Szczecina zawitał żaglowiec noszący imię „Kapitan Borchardt”.

Mimo kiepskiej pogody i sporej odległości udało mi się zrobić mu zdjęcie.

Jest to najstarsza jednostka żaglowa w naszej flocie, zbudowana w 1918 roku. Jest własnością prywatnego armatora, służy do rejsów szkoleniowych i turystycznych.

Więcej o nim jest tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/STS_Kapitan_Borchardt

Strona domowa statku: http://www.kapitanborchardt.pl/