Bejm

Uchatki , pingwiny i „trójpierśna” dama – czyli bejmowe krotochwile.

Tekst ten poświęcam pamięci Andrzeja Bejma, dobrego kolegi, świetnego radiooficera i niezrównanego bajarza.

Andrzej Bejm to była barwna postać, rosły mężczyzna z czarną, obfitą brodą w stylu Old Dutch, czyli okalającą dolną szczękę, bez wąsów, za to głowa choć okazała, to pozbawiona była w sporej części, żeby nie powiedzieć całkowicie, owłosienia. Miał także czarne, krzaczaste brwi i przenikliwe oczy, które wlepiał w rozmówcę z powagą opowiadając krotochwile…

Zachowywał się jowialnie i hałaśliwie a przy tym był dobrym serdecznym kolegą, słynącym z opowiadania ale i kreowania anegdot. Pracował jako radiooficer na statkach odrowskich, do momentu kiedy postanowił wyemigrować do Włoch i tam już został.

Wspominam o nim, bo z jego postacią wiąże się historia wyprawy tzw. krylowej. Była to pierwsza polska wyprawa zwiadowczo badawcza w poszukiwaniu nowych łowisk w rejonach arktycznych. Rząd PRL wysłał statki by zbadały możliwości pozyskiwania białka z nowych źródeł, aby komitet centralny PZPR mógł zrealizować obietnice o wszelkiej szczęśliwości jaka jest tuż, tuż na wyciągnięcie ręki…

Był 22 grudnia 1975 roku, dwa trawlery: odrowski „Tazar” i należący do Morskiego Instytutu Rybackiego badawczy „Profesor Siedlecki” ruszyły na Ocean Antarktyczny.
Na „Tazarze” radiooficerem był Andrzej Bejm. Statki popłynęły w rejon Antarktydy, by sprawdzić możliwości połowowe oraz opracowane na Wydziale Rybactwa szczecińskiej AR metody technologicznego zabezpieczenia kryla, jako źródło wyczekiwanego przez polski proletariat białka.

Uchatki i pingwiny

Łączność wówczas była taka jaka była, czyli za pośrednictwem długofalowej radiostacji i stacji brzegowych, im dalej na południe tym trudniej a statków na oceanach czających się na okienka propagacyjne mnóstwo.
Andrzej kiedy już nawiązał łączność ze Szczecin Radio rozwijał swój talent bajarza, wykorzystując go do „uwodzenia” operatorek stacji brzegowej, by dawały Tazarowi pierwszeństwo w połączeniach.
Andrzej z poważną miną opowiadał jak to jak to podczas sesji ze Szczecin Radio wykrzykiwał zdumionym paniom w jakich warunkach jest właśnie statek, jakie to ogromne fale wokół się przewalają, że siedzi przypięty pasami do fotela.

-A one to łykały!- Andrzej zarzekał się tubalnym głosem- dawały mi pierwsze wejścia, bo za chwilę schowamy się w falach i w ogóle nic nie będzie słychać!
-A rozumiesz, najlepiej się bawiłem kiedy wrzeszczałem że uchatki i pingwiny wchodzą do radiostajni! Krzyczałem do mikrofonu, że uchatka włazi mi na kolana, że pingwiny, strasznie mi tu przeszkadzają! No to jedna poprosiła, czy bym nie mógł jej przywieźć takiego pingwinka! Rozumiesz? Przywieźć pingwina, z Antarktydy! Oczywiście obiecałem, jasne! Od tej pory to ona mnie wywoływała! Hahaha…!

Opowieści były nieprawdopodobne, jednak w czasie kiedy wyprawa była jeszcze w Antarktyce, spotkałem w pociągu koleżankę z ogólniaka, Krysię (imię zmienione), w szkole harcerkę, zawsze fascynowała się krótkofalarstwem, ładna ale słodko naiwna, okazało się że pracuje w Szczecin Radio jako operator. Zaciekawiło mnie to, zapytałem czy przypadkiem nie miała łączności Tazarem, bo tam mój brat był.
-No pewnie! Nawet zaprzyjaźniłam się z takim panem radiooficerem, panem Andrzejem! Obiecał mi przywieść pingwinka statkiem!

Tazar podczas wyprawy antarktycznej
Tazar podczas wyprawy antarktycznej, w tle bariera lodowa. Fot. Maciej Krzeptowski

Inna historia związana z Andrzejem i wyprawą krylową, ale już nie pamiętam kto mi to opowiadał, może Jurek Porębski, bo brał w tym udział a może sam Bejm.

Trójpierśna dama

Podczas słynnego zwiadu obydwa statki weszły do Monevideo. Oczywiście panowie odwiedzając się wzajemnie (Jurek był na Siedleckim) podczas wieczornych rozmów, przy degustacji różnych trunków prześcigali się swoją wiedzą o życiu towarzyskim w tym porcie. Naturalnie wyszła na tapetę Krótka, ulica wszelkich uciech z barem Marii na czele.

Kiedy już omówili trunki i ilości jakie tam wchłaniali, zalety i wady każdej z „dam do towarzystwa”, które tam można było spotkać Bejm, z całym spokojem stwierdził, że u Marii urzęduje kobieta o trzech piersiach. Naturalnie naukowa natura Porębskiego nie mogła przyjąć takiej wiadomości zbyt łatwo, niezależnie od czasu i stanów umysłów w jakich już owa rozmowa trwała.

Jurek oburzony odrzucił takowe stwierdzenie jako słynną bejmowa bujdę na resorach. Na co Andrzej się uniósł i zaproponował zakład, o butelkę „białego konia”. Koledzy ochoczo przyklasnęli i zakład stanął.

Świadkowie zakładu wraz z niedowiarkiem naukowcem mają się stawić u Marii następnego dnia o 16:00, a Andrzej zademonstruje potrójne wdzięki owej pani. Jeśli nie, to stawia konia.
Jako się rzekło, o 16:00 w progi słynnego lokalu „U Marii” zjawiło się czterech uczestników zakładu, Andrzeja jednak widać nie było.

W półmroku panującym w lokalu Pani Maria, szeroko uśmiechnięta, zaprosiła ich do pomieszczenia oddzielonego pluszową zasłoną od sali głównej. Tutaj mimo panującego półmroku, ze zdumieniem ujrzeli damę z pokaźnym biustem, która prezentowała go z wdziękiem i dumą. A miała z czego być dumna, zwłaszcza, że prezentowała biust potrójny! Okazałe piersi spoczywały na założonych pod nimi ramionach.

-O cholera! -wyrwało się któremuś ze świadków.
Dopiero po dłuższej chwili, kiedy oczy przywykły im do przyćmionego światła w salonie, dostrzegli, że z tym biustem coś nie tak, okazało się, że środkowa pierś dziwnie tu nie pasuje, z całym szacunkiem dla owej damy i do tego strasznie się trzęsie i podskakuje.

Okazało się się to łysa głowa duszącego się z tłumionego śmiechu Bejma, stanowiła ową trzecią pierś kurtyzany. Rechotom i rubasznym żartom nie było końca…
Takim to właśnie, skorym do żartów w każdej sytuacji był Andrzej Bejm.

W.S.
Zdjęcia pochodzą z książki Macieja Krzeptowskiego „Pół wieku i trzy oceany” i są jego autorstwa.

Zdjęcie w nagłówku przedstawia dowództwo „Tazara” w dniu rozpoczęcia historycznego rejsu antarktycznego. Drugi od lewej stoi Andrzej Bejm

2 myśli nt. „Uchatki , pingwiny i „trójpierśna” dama – czyli bejmowe krotochwile.”

  1. Pamiętam pana Andrzeja z któregoś statku ale nie mogę sobie przypomnieć z którego.W Odrze nie pracowałem więc albo Gryf albo PŻB albo jakiś statek szkolny.Było to lata temu.Baardzo barwna i sympatyczna postać.

Dodaj komentarz