Archiwa tagu: DALMOR

Polak potrafi… jak się pomyli ;-)

Polak potrafi… jak się pomyli 😉

 

Było to podczas falklandzkiego  rejsu Sejwalem. Łowiliśmy, a raczej próbowaliśmy łowić błękitka na południe od Wysp Falklandzkich, w okolicach wyspy Słoni. Operowało tam mnóstwo statków, różnych bander.

Polak potrafi jak się pomyli

Ryba zwykle w tym czasie przebywała nad oceanicznym grzbietem, rozciągającym się równolegle do wyspy w odległości jakiś 10 mil od niej. Łowisko było wąskie, toteż trawlery ustawiły się w kolejkę i jeden za drugim trałowały cały dzień, bo nie było jej za wiele.

Zwykle po kilku godzinach połowu z worka wysypywało się kilkaset kilogramów tej błękitka… Wszyscy mieli nosy na kwintę, no bo nie  ma ryby, nie ma zarobku, a żona pisała że chce na wczasy, a to auto trzeba by już nowe, no i normalnie na życie kasa musi być…

Polak potrafi jak się pomyli
Wyspa ?sloni? pojawiala sie w moim bulaju codzienne w poludnie przez 2 tygodnie-tral na Humbaku

Na mostku młody chłopak po zawodowej rybackiej ze Świnoujścia, robił za asystenta i jednocześnie za sternika. Przynosił na dół wieści z mostku, niestety nie te których oczekiwaliśmy. Na razie nie zmieniamy łowiska. Tak więc dzień w dzień, koło południa w moim bulaju przesuwała się Wyspa Słoni.

Polak potrafi jak się pomyli

Któregoś dnia jednak coś się zmieniło, już koło jedenastej zatrzeszczały kable od trału, dzwonki alarmowe wywołały pokładowców do pracy. Co się stało! Czyżby jakieś polecenie z kraju żeby zmienić łowisko? Po chwili As zszedł na dół.

-Chłopaki, idźcie na górę, zobaczycie ile ryby nałapałem!

-Eeee, jaja sobie robisz!

-Poważnie, zapisy aż czarne! Zresztą posłuchajcie kabli.

Rzeczywiście windy jakby zaczęły inaczej wyć a kable strzelały jak oszalałe. Ruszyliśmy na szalupowy, żeby z góry obejrzeć połów.
Deski już wisiały na bramie i skrzydła zaczęły układać się na pokładzie. Walizki i bobiny z turkotem i łomotem spoczęły na dechach. Za to za rufą pojawiła się ogromna lola!

-Czterdzieści ton jak w mordę strzelił! Ktoś entuzjastycznie określił wielkość połowu. I rzeczywiście, po przerobieniu mniej więcej tak wyszło.

Polak potrafi jak się pomyli

Statek po wybraniu sieci ostro zawrócił na pozycję zapisów a pod pokładem w przetwórni rozszalały się maszyny. Uśmiechnięci od ucha do ucha rybacy przegarniali rybę, układali na baaderach, ładowali do tac zamrażalniczych… Praca paliła się im w rękach.

Później wzięliśmy na spytki Asa, okazało się, że to on rzeczywiście był za sterem. Jak pisałem w poprzednim tekście o Sejwalu,  statek był w opłakanym stanie technicznym. Między innymi nie działało żyro, a więc i autopilot. Dlatego cały czas ktoś musiał ręcznie sterować. AS opowiadał, że po poprzedniej, „ciężkiej” nocy, bo kumpel z kabiny miał urodziny, nie czuł się najlepiej i przysnął przy sterze. Statek wówczas był pod trałem.

Najwyraźniej poczuł rybę dziobem i zjechał jakieś 30 st. z kursu, wtedy się zaczęło, sonda oszalała a ASa obudził krzyk II of, trzymaj kurs, tak trzymaj do cholery!

I wyszło na to, że umiemy łapać ryby ale kiedy się pomylimy….

W.S.

 

Marian Rodak – ZAPISKI

Zapatrzony w kolory życia

Czym że są te żywe kolory?

KOLORY otwierające wrota piekła? KOLORY Przepaści krańca świata? A Może wyobrażające kolory nie wiadomego? A może kolory chorej wyobraźni starego człowieka a może kolory zapomnianej młodości? A Może kolory tęsknoty miłości do żywiołu? Kolory życia które zobaczył stary człowiek. Kolory życia które mu zsyła sen łaskawy Bóg łaskawy, Bóg zsyła sen staremu człowiekowi. Zsyła staremu człowiekowi wspomnienia młodości mój panie, dziękuję tobie za sen- spełnione marzenia mój panie, dziękuję tobie za sen który przypomina, przypomina moją młodość i miłość do życia.

Krótkie Wspomnienie

Chyba 1958 rok.
Byłem na s/t „Płonia”. Przyjechała delegacja górników. Wyszliśmy w morze. Trochę kiwało, toteż większość górników zgłaszała się niczym na zebraniu partyjnym do dyskusji z bogiem morza, Neptunem

Po przyjściu do portu delegat górników krótko powiedział:

-Wieta rybaki, jo to dupce te wasza robota, jo to już wole swoja szychta pod ziemią.

Marian Rodak

Statki Radka-rysunki statków wykonane przez rybaka dalekomorskiego

Statki Radka w ołówkowej kresce

Seria PAROWCE

Oto zbiór, a właściwie mam nadzieję zaczątek zbioru świetnych grafik o tematyce morskiej, których autorem jest rybak dalekomorski Radosław Gardys.

W.S.

 

Galeria Andrzeja Lacha

Andy jako pierwszy wziął udział w projekcie „Morze-morze”.

To rybak z krwi i kości, jego ojciec pracował jeszcze „z Holendrami”.

Andy tak się przedstawia:

 „Andrzej Mieczyslaw Lach syn starego Lacha co zaczynał rybołówstwo z Holendrami w Arce.  Jeszcze nie było Dalmoru no i przeszedł do matki Odry  z lugrami i kulikami. A był na lugrze „Delfin” 1,  to były jego statki i Korabie, potem przyprowadził Łebę i inne stateczki. Ja zaczynałem na Wicku za lajpra, no i tak do chiefa bez żadnych promocji  ze strony organizacji.

Byłem całe życie biały, może i szkoda patrząc z perespektywy czasu. Brat też pływał za 2 offa na Morągu ostatnio…  i tragedia rodzinna, wyszedł z domu pewnego dnia  i nie ma śladu do dzisiaj. To tak nawiasem,  bo widzisz byliśmy morskimi w całym sensie tego  znaczenia. Nie wspominając o dziadku ze  strony ojca, który przed wojną żeglował po Wiśle  w Żegludze Krakowskiej, za mechanika. Teraz   ostałem się ja.

Andy tak pisze o Uranii:

 „…Urania jeden z drewnianych trawlerów polskiej  floty które otrzymaliśmy z Unry (…). Ja wiele  razy od mojego staruszka słyszałem- zobacz synku te SD-21 z MW to moja Urania. Wyobraź sobie pewnego czasu  będąc w Lowestof w Anglii spotkałem Angola  shiploversa, który był gotowy mi zapłacić za skan  zdjęcia tego trawlerka. Podał dokładne dane  techniczne i losy do przejścia pod Polską banderę.

Były to trawlery serii Talizman, ze stalowym owrężem  i drewnianymi kadłubami podobnie jak niemieckie kutry  KFK, które skopiowane i produkowane przez nas długo  pływały dając bazę do konstrukcji stalowych…

…z prawej strony w laście siedzi mój ojczulek w  czapce matrosa, tamtych panów nie znam, są oni  zapewne z Gdyni i okolic, może po publikacji ktoś  się odezwie, rozpozna swego ojca lub siebie…

Maszyna parowa TR-800 polskiej produkcji,  wytwarzał je Cegielski lub Swiętochłowice. Była  to maszyna o mocy 800 KM sprzężona z dwóch maszyn  podwójnej expansji. Miała 2 cylindry w/c i dwa  cylindry N/C rozrząd suwakowy, cylindrczny, stawidlo  typowe Stefensona nawrotne o max obrotach 102/min, cisnieniu roboczym pary 16 kg i temperaturze pary do   215 stopni. Zasilana była z kotla kombinowanego  Howden-Jonson.

Była montowana na suprach, ale tych  z krótkimi kominami. Te pierwsze z długimi kominami  miały maszyny mocniejsze 1000 KM. W Odrze były to  tylko Łeba Łyna i Łużyca. Ta ostatna to odrzut z  ruskiego exportu. Natomiast w Dalmorze, tam były różne cuda nawet z turbinami na pare odlotowa w systemie  Bauer Waha. Taką miał Turlejski, Gierczakowna Ex  WDA miała Terke tak myśmy je nazywali.

komentarz Andy

Oto jego zdjęcia